*oczami Rose*
-Wariat z Ciebie.
Szepnęłam z szerokim uśmiechem na ustach. Czując jego malinowe wargi na swoich, zdecydowałam się tego ani na moment nie przerywać. Wiedziałam,że w każdej chwili mogę spóźnić się na samolot,ale czy może być coś ważniejszego od osoby którą się kocha? Czy ja właśnie, przed samą sobą, przyznałam,że go kocham? No, może niedosłownie,ale...przyznałam.
-Zostaniesz?
Chłopak odsunął się ode mnie kilka centymetrów, by móc na mnie spojrzeć, tym samym przerywając wcześniej pocałunek. Poczułam,że mi mało.
-Allan...
-Nie! Powiedz,że zostaniesz!
W jego głosie słychać było rozgoryczenie. Popatrzyłam na niego z troską i starałam się uśmiechnąć, by dodać mu otuchy, ale na nic
-Proszę...
Szepnął i oparł swoje czoło o moje. Patrzyłam mu tak w oczy po czym się nieco odchyliłam i stanęłam na palcach kiedy on się wyprostował. Pocałowałam lekko czubek jego nosa i się zaśmiałam.
-Wiesz,że nie mogę.
-Nieprawda! Możesz. Ty...Ty po prostu nie chcesz...
Dodał ze smutkiem, a ja poczułam niesamowite ukłucie w sercu, jak i żołądku. Poprawiłam torbę, którą miałam na ramieniu i popatrzyłam na jego dłonie, które miał w kieszeni. Zawsze tak robił, kiedy był zły. Jak gdyby bał się,że może zrobić komuś krzywdę. Wiedziałam,że w jego obecności, będę zawsze bezpieczna. Zwilżyłam wargi językiem i biorąc kosmyk włosów za ucho, w końcu na niego spojrzałam.
-Prędzej...Tobie uda się wyjechać ze mną...Niż mi tutaj zostawić.
Poinformowałam go i słysząc,że samolot odlatuje za pół godziny, popatrzyłam na Allan'a smutnym wzrokiem.
-Nie chcę Cię tu zostawiać,ale...
-Jadę z Tobą.
Stwierdził jak gdyby nigdy nic i stanął przodem do kierunku,w którym mieliśmy iść.
-S...słucham?
Spytałam, otwierając przy tym szerzej oczy. Blondyn wziął do ręki moją walizkę i zaczął po prostu iść przed siebie. Odwracając się za siebie, spojrzał na mnie jak na wariatkę.
-No lecisz czy zostajesz tutaj?
Zaśmiał się,a ja wciąż skołowana dogoniłam chłopaka.
*Oczami Allan'a*
Nie mogłem jej zostawić. Jakaś cząstka mnie nie pozwalała mi na to. Zerknąłem w stronę Rosalie. Spała. Wyjąłem swojego iPhone'a i zrobiłem jej zdjęcie, po czym szybko schowałem telefon, by w razie co nie była zła. Zaśmiałem się cicho i zerknąłem na zegarek. Niedługo samolot powinien wylądować w Nowym York'u. ( tu aktualnie mieszkała Rose)
-Daleko jeszcze...?
Słysząc cichy, delikatny głos dziewczyny, spojrzałem na nią z szerokim uśmiechem. Wyglądała naprawdę uroczo. Mimo iż dopiero wstała.
-Jeszcze trochę. Śpij.
Szepnąłem całując dziewczynę w czoło i okrywając swoją bluzą.
(...)
-Witam u siebie.
Rose zaśmiała się melodyjnie,a ja stawiając nogę za progiem, rozejrzałem się niepewnie, w poszukiwaniu...kogoś.
-Nie bój się, jest tylko mój brat. Chyba.
Wzruszyłem ramionami i zamknąłem za sobą drzwi, stawiając na ziemi walizkę, którą trzymałem.
-To co? Idziemy na górę?
W oczach dziewczyny dostrzegłem nietypowy blask. Uśmiechnąłem się łobuzersko i jak zaczarowany ruszyłem za nią, na górę.
_________
Podoba Wam się nowy wygląd? Będę jeszcze pewnie go dopracowywać,ale ciiii. Wszystko w swoim czasie.
Możecie głosować w ankiecie, odpowiadając czy Wam się wygląd podoba, czy też nie. Liczę na szczere opinie. (Ankieta na samym dole!)
TŁO NIE JEST MOIM DZIEŁEM! BARDZO DZIĘKUJĘ ZA POMOC PRZY TLE!!
I jak? Jest tak jak myśleliście? Allan dobrze zrobił, lecąc z Rose?